Kategoria: Społeczności uczonych

HISTORYCZNY ZARYS

Nie spotykany dotąd rozwój badań nauko­wych zrodził potrzebę refleksji nad ich uwa­runkowaniem, a nauka o nauce — dyscyplina, w której krystalizacji ważną rolę odegrały także badania Marii i Stanisława Ossowskich datują­ce się z lat trzydziestych — okaziała się czymś ważniejszym, niż zdawały się świadczyć o tym jej początki. U schyłku lat sześćdziesiątych stopniowe klarowanie się jej charakteru dopro­wadziło do polaryzacji stanowisk. Oto z jednej strony wytworzył się pogląd, że aby zrozumieć proces rozwoju nauki, wystarczy wyjaśnić jego logiczne i metodologiczne przesłanki, które do­prowadziły do nadania współczesnym proble­mom naukowym ich obecnej postaci; takie sta­nowisko reprezentował — z grubsza rzecz bio­rąc — logik i filozof nauki Karl Popper i jego szkoła.

WYSTARCZAJĄCE BADANIA

Z drugiej strony jednak stanowisko ta­kie wydało się błędne tym, którzy podkreślali wagę zarówno psychologicznego, jak i socjolo­gicznego uwarunkowania rozwoju nauki, co zna­lazło wyraz w opozycji T. S. Kuhna, autora kil­ku znanych książek z zakresu metodologii i hi­storii nauki. W odróżnieniu od Poppera, który uważa, że badania filozoficzno-metodologiczne są wystarczające dla wyjaśnienia współczesnego stanu badań naukowych, Kuhn twierdzi, że oprócz tego trzeba znać zarówno hierarchię war­tości, jaką akceptuje uczony, jak i inwestycje stwarzające organizacyjne ramy rozwoju nau­ki.

Z INICJATYWY

W takiej sytuacji z inicjatywy Poppera do­szło do zwołania w 1965 r. w Londynie między­narodowego sympozjum, którego owocem była książka pt. Criticism and Growth of Knowledge (Cambridge 1970). Kuhn odpowiedział na argu­menty swych przeciwników w posłowiu do dru­giego wydania swej książki o strukturze rewo­lucji naukowych, które ukazało się w Londynie w 1970 r.  Nie ulega wątpliwości, że w atmosfe­rze tego sporu wzrosło zainteresowanie zarów­no historią nauki i jej organizacją, jak i tym wszystkim, co wiąże się ze strukturą i działal­nością różnych naukowych instytucji; dlatego właśnie inicjatywa Sekcji Historycznej, wspom­nianej na wstępie Międzynarodowej Unii, nie była przypadkowa, podobnie jak podjęcie jej przez inine instytucje zajmujące się koordynacją badań naukowych w skali światowej, w ich licz­bie zaś przede wszystkim przez UNESCO.

ZAINTERESOWANIE SPOŁECZNOŚCIAMI

Przedstawione wyżej zainteresowanie społecz­nościami uczonych ze strony organizacji między­narodowych służyć może jako argument w pró­bach rozstrzygnięcia sporu Popper—Kuhn na rzecz stanowiska, które w szerokiej mierze uwzględnia społeczne uwarunkowanie rozwoju nowożytnej nauki. Już w najbliższej przyszłoś­ci pogląd ten może mieć ważne konsekwencje: oto obok tradycyjnie już uznawanych dyscyplin tworzących dwa działy Unii — tj. obok historii i filozofii nauki — coraz większe znaczenie zy­skują badania nad racjonalną polityką naukową; wszystko zdaje się wskazywać na to, że ona wła­śnie będzie niedługo wierzchołkiem trójkąta, w obrębie którego dokonuje się integracja badań nad nauką, i że jako trzecia sekcja Unii stanie się ona najpierw pełnoprawnym, a w niedalekiej przyszłości dominującym być może partnerem dwóch już istniejących Sekcji: Historycznej i Fi­lozoficznej.

GENEZA OBECNEGO STANU

Jeśli więc studium o nowożytnych społecz­nościach uczonych miało — w intencji inicjato­rów kojarzyć kilka aspektów współczesnego naukoznawstwa, a w ich liczbie także historycz­ny i praktyczny (tj. związany z szeroko pojętą polityką naukową), zwrócić trzeba uwagę że hi­storyczne aspekty tego zagadnienia odegrały dość znaczną rolę, skoro z inicjatywą badań wy­stąpiła właśnie ta sekcja Unii, której celem jest badanie historii nauki. Z drugiej jednak strony chodzi o takie przede wszystkim studia, które mają zadanie wyjaśnić genezę obecnego stanu rzeczy, tj. o historyczne naświetlenie węzłowych wydarzeń wiążących się z genezą, rozwojem i przekształcaniem się różnorodnych form współdziałania ze sobą osób i instytucji koncen­trujących swe wysiłki na uprawianiu nauki.

HISTORYCZNE ROZWAŻANIA

Warto rozpocząć historyczne rozważania od zwrócenia uwagi, że problem należy do rzędu tych, w których nauka bierze za przedmiot re­fleksji samą siebie tj. że zajmować się będziemy naukową analizą powstawania, przemian i zani­ku pewnych form organizacyjnych, jakie w róż­nych czasach wiązały się z uprawianiem nauki, a jakie dziś stanowią przedmiot badań specjali­stów zajmujących się rozwojem nowożytnego życia intelektualnego. Obserwując te procesy, możemy stwierdzić, że społeczność uczonych istniała zawsze tam, gdzie istniała nauka, lecz że w każdej epoce przybierała odmienną postać: stąd dzisiejsza społeczność uczonych nie jest ni­czym innym jak odmianą pradawnych „stowa­rzyszeń” czy też „bractw” mających przez dłu­gie wieki charakter mniej lub więcej religijny, a więc będących czymś w rodzaju „wspólnoty”.

STAROŻYTNI

Starożytni pitagorejczycy, adepci Hipokratesa oraz współpracownicy aleksandryjskiego Muze­um związani byli podwójnym węzłem: przyna­leżnością do grona kapłanów lub (co najmniej) współwyznawców oraz kultywowaniem studiów mających na celu doskonalenie umiejętności in­telektualnych. I choć rola czynnika religijnego zanikła już wyraźnie w arystotelesowskim Li­ceum, to jednak długo jeszcze zdołał on utrzy­mać swoje znaczenie, czego dowodem są choćby średniowieczne klasztory związane z uprawia­niem nauki, a także szereg dzisiejszych uniwer­sytetów wyznaniowych (katolickich bądź pro­testanckich). Znane średniowieczne określenie paryskiej uczelni jako „wspólnoty uczących się i nauczających” (universitas magistrorum et scholarum Parisiis studentium) przenosi już wy­raźnie punkt ciężkości ku temu, co uważamy za typowe dla nowożytnych społeczności uczonych, a rzuca się w oczy jako cecha charakterystyczna włoskich akademii renesansowych oraz szeregu późniejszych (głównie siedemnastowiecznych) akademii francuskich i brytyjskich towarzystw naukowych — cechą tą jest zespołowość wysił­ków pewnego grona ludzi oddanych działalności pedagogiczno-badawczej.

POMYSŁY UCZONYCH

Taki właśnie charakter mają pomysły Bacona i Leibniza. Pierwszy zarysował projekt utworze­nia Domu Salomona w słynnej Nowej Atlanty­dzie (1625), drugi — w listach do kronprinza Fryderyka III, cara Piotra I i teologa D. E. Ja­błońskiego — przedstawił projekty utworzenia towarzystw naukowych mających na celu upra­wę nauk, sztuk i umiejętności (Societates Scien- tiarum et Artium), sam zaś został w 1700 r. pierwszym prezesem berlińskiej Akademii Na­uk. Zakładanie towarzystw naukowych by ło jed­ną z idei przewodnich Leibniza, który z całą świadomością zmierzał do stworzenia w każdym kraju rozwiniętej sieci tego rodzaju towarzystw co — jak się spodziewał — przyczynić się miało do ożywienia życia intelektualnego i postępu nauki.

ZAGRANICZNI CZŁONKOWIE

Pomysły zinternacjonalizowania tego rodzaju instytucji nie na drodze kooptacji „członków zagranicznych”, lecz utworzenia ponadnarodo­wej społeczności uczonych — sięgają wczesnych dzieł Komeńskiego, który już w Wielkiej dydak­tyce (1627—1632) proponował m.in. utworzenie międzynarodowego kolegium dydaktycznego. Zadanie jego polegać miało — jak czytamy w przedmowie do Dydaktyki — na „zjednocze­niu wysiłków, zmierzających do coraz dokład­niejszego odsłaniania podstaw nauk”, po to, aby przez popularyzację osiągnięć naukowych oraz zastosowanie nowych wynalazków można było osiągnąć „lepsze kierownictwo biegu spraw ludzkich”. Powstałe w kilkadziesiąt lat później Royal Society (z którego organizatorami zwią­zał się Komeński podczas pobytu w Anglii) skła­dało się jednak w większości z „wpływowych” dyletantów, na co uskarżał się w 1674 r. Newton, nawołujący do usunięcia „bezużytecznych człon­ków” , których spora ilość przetrwała jednak długo, tak że jeszcze w XIX w. ilość czynnych członków tej instytucji była znacznie mniejsza niż nominalna liczebność.